20161025_101106_HDR

Jadąc na wydarzenie, spodziewałam się świetnego przeżycia startupowego, poznania interesujących osób zajmujących się fajnymi rzeczami, albo osób odległych myślami i działaniami w czasie i przestrzeni od „zwykłych śmiertelników”, bujających gdzieś głowami w pieniężnych bańkach mydlanych. ;-)

Tymczasem poznałam bardzo ludzkie, sympatyczne, przedsiębiorcze osoby.

 

Tak się złożyło, że mogłam pojawić się tylko na 1 z 3 dni konferencji – i muszę przyznać, że tyle wystarczyło bym chciała za rok przybyć na całe 3 dni, a może i before party :) :) Dlaczego?

 

Po pierwsze atmosfera – to, że startupowa atmosfera jest zawsze świeża i entuzjastyczna to niby wszyscy wiedzą, ale różnie to bywa tak naprawdę. Tutaj: było rzeczywiście ruchliwie, świeżo, zaangażowanie czuć było przy stolikach business speed datingowych, jak i w holach, a nawet w szatni. Z tym wiąże się kolejny punkt dla organizatorów Wolves Summit – czyli nastawienie na networking. Dawno nie widziałam tylu sposobności networkowania i to w sposób niewymuszony – pomocne były stołki kawowe, chillout room na fotelach-workach, ławki w holach, a nawet kolejka po kawę ;) Fantastycznie wyglądały też spotkania 1-1 w strefie speed dating, gdzie po wcześniejszym umówieniu się, przedstawiciel startupu mógł porozmawiać z potencjalnym inwestorem i/lub aniołem biznesu i przekonać go do zainwestowania swego czasu i pieniędzy w swój pomysł.

To, co rzucało się jeszcze w oczy to międzynarodowość uczestników – nie byli to tylko Polacy, Amerykanie i polscy Amerykanie (jak bywa), ale rzeczywiście ludzie z całej Europy, a nawet i spoza (Izrael, Ameryka Południowa, Azja).  

 

Z pewnością Wolves Summit jest godną polecenia pozycją w kalendarzu oraz na mapie Europy, zwłaszcza dla zaangażowanego startupowca, poszukującego kontaktów, możliwości wzrostu, inspiracji oraz pomocy doświadczonych inwestorów i ludzi biznesu.

Realizacja: Aleksandra Kornecka

 

Relacja Wolves Summit, październik 2016